Translate

środa, 24 sierpnia 2011

Już w domu

    Urodziłem się 15 grudnia, prawie dwa lata temu w Łodzi. Żyłem sobie spokojnie, ale nie było mi tak dobrze, jak teraz. Miałem wprawdzie wszystko, czego potrzebowałby zwyczajny pies, ale ja nie byłem zwyczajny, więc mnie to nie wystarczało. W miejscu, w którym przyszedłem na świat wszystko było wspólne. A ja wcale nie miałem zamiary z nikim się dzielić. Nawet pan poświęcał swoją uwagę nam wszystkim po trochu. Nie podobało mi się to. Chciałem mieć kogoś tylko dla siebie. Do kochania. Ale nie tego pana. On nie był do kochania. On był tylko panem, a ja chciałem mieć przyjaciela.
    Kiedyś ugryzł mnie w głowę inny pies. Bolała mnie głowa, a pan nie chciał mnie zabrać do weterynarza. Może po prostu nie zauważył? Z biegiem czasu rozluźniło się trochę, inne psy znikały, nie wiadomo na jak długo i dokąd. Niepokoiłem się, gdyż wiedziałem, że mnie też mogą zabrać. Ale przynajmniej nie trzebabyło dzielić się jedzeniem z innymi. W kojcu zostały jeszcze tylko moje dwie siostry.
    I pewnego dnia przyjechał samochód. Wysiedli z niego ludzie, którzy potem okazali się moją rodziną. Weszli do podwórka i rozmawiali z panem. A potem mnie zabrali. I poczułem, że już będzie dobrze, chociaż jeszcze bolała mnie głowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz